Galaktyka karłowata przeszła blisko Drogi Mlecznej i pozostawiła po sobie fale

Kiedy wyobrażasz sobie zderzenie galaktyk, prawdopodobnie myślisz o czymś gwałtownym i transformującym. Spiralne ramiona rozerwane, gwiazdy zderzają się, masowa histeria. Rzeczywistość jest znacznie mniej dramatyczna. Jak pokazują ostatnie badania, nasza galaktyka jest teraz w okresie kolizji. Chociaż wielkie zderzenie Drogi Mlecznej z Galaktyką Andromedy ma dopiero nadejść, nasza galaktyka przeszła w przeszłości kolizje galaktyczne. Najbardziej zrozumiałą kolizją jest ta pomiędzy Drogą Mleczną a Galaktyką Karłowatą Strzelca. Ta mała galaktyka po raz pierwszy uderzyła w Drogę Mleczną około 6 miliardów lat temu i mogła wywołać okres formowania się gwiazd, który wytworzył nasze Słońce.

Ale zderzenia na skalę galaktyczną są powolne i żmudne. Przez miliardy lat jądro Galaktyki Strzelca kilka razy uderzyło w Drogę Mleczną, stopniowo rozrywając ją na strzępy. Można go teraz postrzegać jako łuki gwiazd okrążające naszą galaktykę. Ma się rozumieć, że taka starożytna kolizja już dawno się skończyła, ale ostatnie badania pokazują, że nadal ma ona wpływ na Drogę Mleczną. Dosłownie.

Zespół wykorzystał dane z sondy Gaia i przyjrzał się ruchowi gwiazd w pobliżu zewnętrznej krawędzi Drogi Mlecznej. Prędkości tych gwiazd wykazywały pofałdowany rozkład ruchu, stworzony przez Strzelca w sposób, w jaki upuszczony kamień może wywołać fale na stawie. Ogólnie rzecz biorąc, gwiazdy na zewnętrznej krawędzi Drogi Mlecznej nie są w równowadze grawitacyjnej, co jest fantazyjnym sposobem powiedzenia, że ​​nasza galaktyka wciąż odczuwa skutki zderzenia.

Zespół był zaskoczony poziomem szczegółowości dostarczonych danych Gaia. Mierząc pozycje ponad dwóch miliardów gwiazd i ruchy ponad 30 milionów, Gaia dała zespołowi rodzaj galaktycznej sejsmologii, którą można wykorzystać do śledzenia dynamicznej historii i ewolucji Drogi Mlecznej. Zderzenia galaktyczne są dramatyczne w skali kosmicznej. Stanowią one centralny proces galaktycznej ewolucji, który może wywołać powstawanie gwiazd, łączenie się czarnych dziur i powstawanie dużych galaktyk eliptycznych. Ale jak pokazuje ta najnowsza praca, w ludzkiej skali, to tylko kolejny dzień życia na Ziemi.

Hubble wykrywa tarczę ochronną, chroniącą parę galaktyk karłowatych

Naukowcy potwierdzają istnienie nieuchwytnej Korony Magellana, gorącego halo, zjonizowanego gazu znanego wcześniej tylko teoretycznie.

Przez miliardy lat najmasywniejsi towarzysze Drogi Mlecznej – Wielki i Mały Obłok Magellana – odbywają burzliwą podróż przez przestrzeń kosmiczną, okrążając się nawzajem, będąc rozdarci przez przyciąganie grawitacyjne naszej własnej galaktyki. Ostatnie przewidywania teoretyczne sugerują, że te karłowate galaktyki satelitarne muszą być chronione przez wszechobecną tarczę, która uniemożliwia Drodze Mlecznej usunięcie ich niezbędnego gazu, z którego powstają gwiazdy. Ta tak zwana Korona Magellana, wykonana z doładowanego gazu o temperaturze pół miliona stopni, działałaby jako rodzaj kosmicznej strefy zderzenia wokół Obłoków Magellana, utrzymując gwiazdy i dysk w stosunkowo nienaruszonym stanie podczas zderzeń. Chociaż symulacje pokazują, że Korona Magellana powinna istnieć, dowody obserwacyjne pozostały nieuchwytne.

Wykorzystując połączenie unikalnego ultrafioletowego widzenia Kosmicznego Teleskopu Hubble’a i Eksploratora Dalekiego Ultrafioletowego Spektroskopu, wraz z mocą sondowania odległych kwazarów, naukowcy w końcu byli w stanie wykryć i rozpocząć mapowanie Korony Magellana. Odkrycie tego rozproszonego halo gorącego gazu, rozciągającego się na ponad 100 000 lat świetlnych od Wielkiego Obłoku Magellana i pokrywającego znaczną część południowego nieba, potwierdza przewidywania i pogłębia naszą wiedzę na temat tego, jak małe galaktyki mogą oddziaływać z większymi galaktykami bez utraty paliwa potrzebne do przyszłego formowania się gwiazd.

Przez miliardy lat największe galaktyki satelitarne Drogi Mlecznej – Wielki i Mały Obłok Magellana – podążały niebezpieczną podróżą. Okrążając się nawzajem, gdy są przyciągane w kierunku naszej macierzystej galaktyki, zaczęły się rozplątywać, pozostawiając po sobie ślady gazowych szczątków. A jednak – ku zdumieniu astronomów – te galaktyki karłowate pozostają nienaruszone, z ciągłym energicznym formowaniem się gwiazd.

Wiele osób starało się wyjaśnić, w jaki sposób te strumienie materiału mogą się tam znajdować. Jeśli ten gaz został usunięty z tych galaktyk, w jaki sposób nadal tworzą gwiazdy? powiedział Dhanesh Krishnarao, adiunkt w Colorado College.

Dzięki danym z Kosmicznego Teleskopu Hubble’a i emerytowanego satelity Far Ultraviolet Spectroscopic Explorer (FUSE), zespół astronomów kierowany przez Krishnarao w końcu znalazł odpowiedź: system Magellana jest otoczony koroną, ochronną tarczą gorący gaz doładowany. Spowoduje to otulenie dwóch galaktyk, zapobiegając wysysaniu ich dostaw gazu przez Drogę Mleczną, a tym samym umożliwiając im dalsze formowanie się nowych gwiazd. To odkrycie , które właśnie opublikowano w Nature , dotyczy nowego aspektu ewolucji galaktyk.

Galaktyki otaczają się gazowymi kokonami, które działają jak tarcze obronne przed innymi galaktykami.powiedział współbadacz Andrew Fox z Space Telescope Science Institute w Baltimore w stanie Maryland.

Astronomowie przewidzieli istnienie korony kilka lat temu.

Odkryliśmy, że jeśli uwzględnimy koronę w symulacjach Obłoków Magellana spadających na Drogę Mleczną, po raz pierwszy moglibyśmy wyjaśnić masę wydobytego gazu. Wiedzieliśmy, że Wielki Obłok Magellana powinien być wystarczająco masywny, aby mieć koronę.wyjaśniła Elena D'Onghia, współbadaczka z Uniwersytetu Wisconsin–Madison.

Ale chociaż korona rozciąga się na ponad 100 000 lat świetlnych od Obłoków Magellana i pokrywa ogromną część południowego nieba, jest praktycznie niewidoczna. Mapowanie wymagało przeszukania 30 lat zarchiwizowanych danych w celu uzyskania odpowiednich pomiarów. Naukowcy sądzą, że korona galaktyki jest pozostałością pierwotnego obłoku gazu, który zapadł się, tworząc galaktykę miliardy lat temu. Chociaż korony były obserwowane wokół bardziej odległych galaktyk karłowatych, astronomowie nigdy wcześniej nie byli w stanie zbadać ich tak szczegółowo, jak ta.

Istnieje wiele przewidywań z symulacji komputerowych dotyczących tego, jak powinny wyglądać, jak powinny oddziaływać przez miliardy lat, ale obserwacyjnie nie możemy tak naprawdę przetestować większości z nich, ponieważ galaktyki karłowate są zwykle zbyt trudne do wykrycia.powiedział. Krysznarao.

Ponieważ znajdują się tuż za naszym progiem, Obłoki Magellana stanowią idealną okazję do badania interakcji i ewolucji galaktyk karłowatych.

W poszukiwaniu bezpośrednich dowodów na koronę magellańską zespół przeszukał archiwa Hubble’a i FUSE w poszukiwaniu ultrafioletowych obserwacji kwazarów znajdujących się miliardy lat świetlnych za nią. Kwazary to niezwykle jasne jądra galaktyk, w których znajdują się masywne aktywne czarne dziury. Zespół doszedł do wniosku, że chociaż korona byłaby zbyt ciemna, aby zobaczyć ją samodzielnie, powinna być widoczna jako rodzaj mgły zasłaniającej i pochłaniającej wyraźne wzory jasnego światła z kwazarów w tle. Obserwacje kwazarów Hubble’a były w przeszłości wykorzystywane do mapowania korony otaczającej galaktykę Andromedy .

Analizując wzorce w świetle ultrafioletowym z 28 kwazarów, zespół był w stanie wykryć i scharakteryzować materię otaczającą Wielki Obłok Magellana i potwierdzić, że korona istnieje. Zgodnie z przewidywaniami, widma kwazarów są odciśnięte wyraźnymi sygnaturami węgla, tlenu i krzemu, które tworzą halo gorącej plazmy otaczającej galaktykę.

Zdolność do wykrywania korony wymagała niezwykle szczegółowych widm ultrafioletowych.

Rozdzielczość Hubble’a i FUSE była kluczowa dla tego badania. Gaz koronowy jest tak rozproszony, że prawie go nie ma.wyjaśnił Krishnarao.

Ponadto jest mieszany z innymi gazami, w tym strumieniami wyciąganymi z Obłoków Magellana i materiałem pochodzącym z Drogi Mlecznej.

Mapując wyniki, zespół odkrył również, że ilość gazu zmniejsza się wraz z odległością od centrum Wielkiego Obłoku Magellana.

To doskonały znak rozpoznawczy, że ta korona naprawdę istnieje. Naprawdę okrywa galaktykę i chroni ją.powiedział Krishnarao.

Jak tak cienki całun gazu może chronić galaktykę przed zniszczeniem?

Wszystko, co próbuje przedostać się do galaktyki, musi najpierw przejść przez ten materiał, aby mogło wchłonąć część tego uderzenia. Ponadto korona jest pierwszym materiałem, który można wydobyć. Oddając trochę korony, chronisz gaz, który znajduje się w samej galaktyce i może tworzyć nowe gwiazdy.wyjaśnił Krishnarao.
info: Hubblesite

Kosmiczny Teleskop Hubble’a obserwuje spiralę formowania się gwiazd w sąsiedniej galaktyce

Strumień gwiazd i gazu dociera do serca gwiezdnego żłobka w Małym Obłoku Magellana, napędzając intensywne formowanie się gwiazd. Czcigodny teleskop kosmiczny NASA dostrzegł gwiazdy i gaz wędrujące spiralnie w kierunku serca masywnego, ciekawie ukształtowanego gwiezdnego żłobka w pobliskim Małym Obłoku Magellana. Astronomowie sądzą, że zewnętrzne ramię tej spirali gwiazd i gazu może zapewniać przepływ gazu przypominający rzekę, który napędza formowanie się gwiazd w gwiezdnym żłobku, zwanym NGC 346, widocznym na nowo opublikowanym zdjęciu uchwyconym przez Kosmiczny Teleskop Hubble’a. Odkrycie może dostarczyć ważnych wskazówek na temat tego, jak narodziły się gwiazdy, gdy galaktyka licząca 13,8 miliarda lat miała zaledwie kilka miliardów lat i przechodziła gwiezdny „bum demograficzny” intensywnego formowania się gwiazd.

Gwiazdy są maszynami, które rzeźbią wszechświat. Nie mielibyśmy życia bez gwiazd, a mimo to nie do końca rozumiemy, jak powstają.Elena Sabbi, kierownik badań i astronom z Space Telescope Science Institute w Baltimore, który zarządza Hubble, powiedział w oświadczeniu.

Mamy kilka modeli, które tworzą przewidywania, a niektóre z tych przewidywań są sprzeczne. Chcemy ustalić, co reguluje proces powstawania gwiazd, ponieważ są to prawa, których potrzebujemy również, aby zrozumieć, co widzimy we wczesnym wszechświecie.dodała.

NGC 346 ma zaledwie 150 lat świetlnych średnicy i zawiera materię gwiezdną o masie odpowiadającej 50 000 słońc. Region ten zadziwia astronomów intensywnym tempem powstawania gwiazd. Mały Obłok Magellana , w którym mieści się NGC 346, znajduje się zaledwie 200 000 lat świetlnych od Ziemi, co oznacza, że ​​astronomowie widzą młodsze światło niż z bardziej odległych galaktyk, które mogą ujawnić wczesny wszechświat . Jednak galaktyka karłowata jest analogiczna do wczesnych galaktyk pod innymi względami.

Mały Obłok Magellana ma prostszy skład chemiczny niż Droga Mleczna , podobnie jak wczesne galaktyki, które nie zostały jeszcze wzbogacone cięższymi pierwiastkami przez kolejne generacje gwiazd przechodzących w supernową, eksplodujących i zasiewających przestrzeń pierwiastkami, które wykuły w swoim życiu. Z powodu tej chemicznej prostoty gwiazdy w Małym Obłoku Magellana są gorętsze i szybciej spalają paliwo niż gwiazdy w Drodze Mlecznej, co oznacza, że ​​starzeją się szybciej niż gwiazdy naszej galaktyki.

Jednak pomimo tych różnic naukowcy odkryli, że formowanie się gwiazd w Małym Obłoku Magellana przebiega podobnie jak w Drodze Mlecznej.

Oglądanie gwiezdnej spirali

Aby zbadać powstawanie gwiazd w Małym Obłoku Magellana, astronomowie zwrócili się do Kosmicznego Teleskopu Hubble’a i Bardzo Dużego Teleskopu (VLT) w północnym Chile, aby zbadać ruch gwiazd na dwa różne sposoby.

Sabbi i jej zespół wykorzystali Hubble’a do pomiaru zmian pozycji gwiazd w galaktyce na przestrzeni 11 lat. Gwiazdy poruszają się z prędkością około 2 000 mil na godzinę (3200 km/h), co oznacza, że ​​w ciągu 11 lat przemieszczają się o około 200 milionów mil (320 milionów kilometrów), czyli nieco ponad dwukrotnie większą odległość między Ziemią a Słońcem.

Ale to wciąż niewielka odległość, gdy patrzy się na nią z naszego grzędy 150 lat świetlnych od nas, co oznacza, że ​​do zauważenia i rozróżnienia niewielkich zmian pozycji tych gwiazd potrzebna była moc Hubble’a. W międzyczasie druga załoga astronomów kierowana przez badacza z Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) Petera Zeidlera użyła instrumentu Multi Unit Spectroscopic Explorer (MUSE) VLT do pomiaru prędkości radialnych gwiazd, jak szybko gwiazda porusza się w kierunku lub od obserwatora . Obie metody obserwacji ujawniły spiralę gwiazd wchodzących do serca NGC 346, niosąc ze sobą gaz do formowania się gwiazd.

To, co było naprawdę niesamowite, to to, że zastosowaliśmy dwie zupełnie różne metody z różnymi urządzeniami i w zasadzie niezależnie doszliśmy do tego samego wniosku. Dzięki Hubble’owi możesz zobaczyć gwiazdy, ale dzięki MUSE możemy również zobaczyć ruch gazu w trzecim wymiarze, co potwierdza teorię, że wszystko porusza się spiralnie do wewnątrz.powiedział Zeidler w tym samym oświadczeniu.

Zeidler wyjaśnił również znaczenie formowania się spirali dla narodzin gwiazd.

Spirala to naprawdę dobry, naturalny sposób na zasilenie formowania się gwiazd z zewnątrz w kierunku środka gromady. To najskuteczniejszy sposób, w jaki gwiazdy i gaz napędzający powstawanie gwiazd mogą przemieszczać się w kierunku centrum.wyjaśnił.
info: space.com

Najnowsze obserwacje Webba nie obalają Wielkiego Wybuchu, ale są interesujące

Dobra, więc zacznijmy od rzeczy oczywistych. Wielki Wybuch nie jest martwy. Ostatnie obserwacje przeprowadzone przez Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba nie obaliły Wielkiego Wybuchu, mimo że niektóre popularne artykuły twierdzą inaczej. Jeśli to wszystko, co chciałeś usłyszeć, życzę miłego dnia. To powiedziawszy, najnowsze obserwacje Webba ujawniają pewne dziwne i nieoczekiwane rzeczy o Wszechświecie, a jeśli chcesz dowiedzieć się więcej, czytaj dalej.

Zacznijmy od plotek. Co z nowymi danymi Webba sugerowałoby, że Wielki Wybuch jest zły? Ten sam rodzaj danych przekazał nam Hubble lata temu. Ogólnie myślimy o dowodach na to, że Wielki Wybuch skupia się wokół dwóch faktów: po pierwsze, bardziej odległe galaktyki mają większe przesunięcie ku czerwieni niż bliższe, a po drugie, że Wszechświat jest wypełniony kosmicznym tłem promieniowania mikrofalowego. Pierwsza sugeruje, że Wszechświat rozszerza się we wszystkich kierunkach, podczas gdy druga sugeruje, że był kiedyś w bardzo gorącym i gęstym stanie. Są to dwa z trzech filarów danych wspierających Wielki Wybuch, a trzeci to względna obfitość pierwiastków we wczesnym Wszechświecie.

Ale te obserwacje to tylko podstawa modelu Wielkiego Wybuchu. Już dawno rozszerzyliśmy je, aby stworzyć standardowy model kosmologii, znany również jako model LCDM. To Wszechświat, który rozpoczął się wraz z Wielkim Wybuchem i jest wypełniony materią, ciemną materią i ciemną energią. Wszystko, od przyspieszenia kosmicznej ekspansji po tworzenie klastrów galaktyk, wspiera ten standardowy model. A model standardowy przewiduje przewidywania dotyczące innych testów obserwacyjnych, dzięki czemu możemy dalej udowodnić jego słuszność.

Jeden z tych wtórnych testów jest znany jako test jasności powierzchni Tolmana. Został po raz pierwszy zaproponowany w latach 30. XX wieku przez Richarda C. Tolmana i porównuje widoczną jasność galaktyki z jej widoczną wielkością. Stosunek jasności do wielkości jest znany jako jasność powierzchni. Ogólnie rzecz biorąc, im większa galaktyka, tym powinna być jaśniejsza, więc jasność powierzchniowa każdej galaktyki powinna być mniej więcej taka sama. Bardziej odległe galaktyki wydawałyby się ciemniejsze, ale miałyby również mniejszy rozmiar pozorny, więc jasność powierzchniowa nadal byłaby taka sama. Test Tolmana przewiduje, że w statycznym, nierozszerzającym się Wszechświecie jasność powierzchniowa wszystkich galaktyk powinna być mniej więcej taka sama, niezależnie od odległości.

Nie to widzimy. Obserwujemy, że bardziej odległe galaktyki mają słabszą jasność powierzchniową niż bliższe. Ilość przyciemnienia jest proporcjonalna do wielkości przesunięcia ku czerwieni galaktyki. Można by pomyśleć, że to dowodzi, że wszystkie te odległe galaktyki oddalają się od nas, ale w rzeczywistości tak nie jest. Gdyby te odległe galaktyki oddalały się, miałbyś dwa efekty przyciemnienia. Przesunięcie ku czerwieni i coraz większa odległość. Test Tolmana przewiduje, że w prostym rozszerzającym się wszechświecie jasność powierzchniowa galaktyk powinna zmniejszać się proporcjonalnie do przesunięcia ku czerwieni i odległości. Widzimy tylko efekty przesunięcia ku czerwieni.

Fakt ten skłonił niektórych do zaproponowania statycznego Wszechświata, w którym światło spontanicznie traci energię w czasie. Jest to tak zwana hipoteza zmęczonego światła, która jest bardzo popularna wśród przeciwników “big bang”. Jeśli Wszechświat jest statyczny, a światło jest “zmęczone”, to test Tolmana przewiduje dokładnie to, co obserwujemy. Stąd nie ma Wielkiego Wybuchu.

W 2014 roku Eric Lerner i wsp. opublikowali artykuł, w którym dokładnie o tym mowa. To spowodowało lawinę „Big Bang Dead!” artykuły w popularnych mediach. Najnowsze twierdzenia o tym, że Webb zabija wielki wybuch, zaczęły się od popularnego artykułu tego samego Erica Lernera. Szczerze mówiąc, w 2014 roku obserwacje Hubble’a potwierdziły twierdzenie Lernera, podobnie jak najnowsze obserwacje Webba. Ale Lerner wygodnie pominął w swoim artykule to, że obserwacje Hubble’a i Webba wspierają również model LCDM.

To błędne przekonanie, że przesunięcie ku czerwieni dowodzi, że galaktyki oddalają się od nas. Odległe galaktyki nie poruszają się w kosmosie. Sama przestrzeń rozszerza się, zwiększając odległość między nami. To subtelna różnica, ale oznacza to, że galaktyczne przesunięcie ku czerwieni jest spowodowane przez kosmiczną ekspansję, a nie ruch względny. Oznacza to również, że odległe galaktyki wydają się nieco większe niż w statycznym wszechświecie. Są odległe i malutkie, ale rozszerzanie się przestrzeni daje złudzenie, że są większe. W rezultacie jasność powierzchniowa odległych galaktyk zmniejsza się tylko proporcjonalnie do przesunięcia ku czerwieni.

Oczywiście wiemy, że “zmęczone” światło jest złe ze względu na kosmiczne mikrofalowe tło. Statyczny, lekki wszechświat nie miałby pozostałości ciepła po pierwotnej “kuli ognia”. Nie wspominając już o tym, że odległe galaktyki wydawałyby się rozmyte (nie są), a odległe supernowe nie byłyby rozciągnięte w czasie przez kosmiczną ekspansję (są). Jedynym modelem, który potwierdza wszystkie dowody, jest Wielki Wybuch. Argument Lernera jest stary, od dawna obalany.

Mimo wszystko, Kosmiczny Teleskop Jamesa Webba znalazł kilka niezwykłych rzeczy. Co najważniejsze, znalazł więcej galaktyk i bardziej odległych galaktyk niż powinno być, a to może doprowadzić do rewolucyjnych zmian w naszym standardowym modelu. Nasze obecne rozumienie jest takie, że po Wielkim Wybuchu wszechświat przeszedł przez okres znany jako ciemne wieki. W tym okresie pierwsze światło kosmosu przygasło, a pierwsze gwiazdy i galaktyki jeszcze się nie uformowały. Webb jest tak wrażliwy, że potrafi dostrzec niektóre z najmłodszych galaktyk, które powstały tuż po ciemnych wiekach. Spodziewalibyśmy się, że te młode galaktyki będą mniej liczne i mniej rozwinięte niż galaktyki późniejsze. Jednak obserwacje Webba wykazały bardzo przesunięte ku czerwieni, bardzo młode galaktyki, które są zarówno powszechne, jak i zaskakująco dojrzałe.

Są to zagadkowe i nieoczekiwane dane, na które liczyli astronomowie. Dlatego w pierwszej kolejności chcieliśmy zbudować teleskop Webba. I mówi nam, że chociaż model Wielkiego Wybuchu nie jest błędny, niektóre z naszych założeń mogą być takie.

Oto największy obraz, jaki JWST zrobił do tej pory

Zespół naukowców korzystający z Kosmicznego Teleskopu Jamesa Webba właśnie opublikował największe jak dotąd zdjęcie wykonane przez teleskop. Obraz jest mozaiką 690 pojedynczych klatek wykonanych za pomocą kamery bliskiej podczerwieni ( NIRCam ) teleskopu i obejmuje obszar nieba około osiem razy większy niż pierwszy obraz głębokiego pola JWST opublikowany 12 lipca, galaktyki, których wielu nigdy wcześniej nie widziało. Ponadto zespół mógł sfotografować jedną z najbardziej odległych galaktyk, jakie dotychczas zaobserwowano.

Naukowcy z Cosmic Evolution Early Release Science Survey (CEERS) powiedzieli, że mozaika pochodzi z płata nieba w pobliżu uchwytu Wielkiego Wozu. Zdjęcia zostały wykonane w ramach pierwszych obserwacji zespołu CEERS, który pracuje nad wykazaniem, że JWST może być skutecznie wykorzystywany do wykonywania przeglądów pozagalaktycznych, nawet gdy teleskop prowadzi inne obserwacje.

To TYLKO pierwsza epoka naszych obserwacji. Jesteśmy mniej niż w połowie naszego pełnego przeglądu, a już nasze dane doprowadziły do ​​nowych odkryć i nieoczekiwanej, ale nie niepożądanej obfitości nigdy wcześniej nie widzianych galaktyk.informował członek zespołu i astrofizyk Rebecca Larson na Twitterze.

W poście na blogu na stronie CEERS Larson dodał, że zachęcał wszystkich do otwarcia dostępnych tutaj obrazów w wysokiej rozdzielczości , aby powiększyć i zbadać. Ale ostrzeżenie, wersje obrazów w najwyższej rozdzielczości są ogromne i nie działa tak naprawdę, aby patrzeć na nie na małych ekranach, takich jak telefon.

Sama liczba galaktyk, które do tej pory uchwyciliśmy, budzi podziw!powiedział Larson.

Na dużej mozaice znajduje się kilka godnych uwagi galaktyk, które pokazano na wstawce powyższego zdjęcia. Pierwsza to galaktyka spiralna z przesunięciem ku czerwieni z=0,16. Rozdzielczość obrazowania JWST ujawnia dużą liczbę niebieskich grup gwiazdotwórczych i gromad gwiazd.

Istnieje również system oddziałujących galaktyk z przesunięciem ku czerwieni 1,4, nazwany przez zespół CEERS „Space Kraken”, a także dwie oddziałujące galaktyki spiralne z przesunięciem ku czerwieni z=0,7. Poniższy obraz pokazuje te galaktyki, a także coś wyjątkowego: strzałka wskazuje prawdopodobnie pierwszą supernową odkrytą na zdjęciach JWST.

Inne wstawki pokazują oszałamiającą galaktykę spiralną, która, jak twierdzi zespół, podkreśla zdolność JWST do rozwiązywania obiektów o małej skali nawet w przypadku umiarkowanie odległych galaktyk, a także przypadkowe ustawienie galaktyki z ogonem pływowym i grupą czerwonych galaktyk.

Naukowcy z CEERS Collaboration zidentyfikowali obiekt – nazwany galaktyką Maisie na cześć córki szefa projektu Stevena Finkelsteina – który może być jedną z najwcześniejszych galaktyk, jakie kiedykolwiek zaobserwowano. Podczas gdy znalezisko czeka na potwierdzenie, zespół opublikował na ten temat dokument. Galaktyka, której przesunięcie ku czerwieni nigdy wcześniej nie było widziane i byłaby nawet starsza niż SMACS 0723, który JWST sfotografował wcześniej. Astronomowie uważają, że JWST widzi tę galaktykę 300 milionów lat po Wielkim Wybuchu. Jeśli jednak galaktyka Maisie zostanie potwierdzona, mogła powstać w ciągu zaledwie 290 milionów lat po Wielkim Wybuchu. Było to w okresie zwanym Epoką Rejonizacji, kiedy pierwsze gwiazdy zaczęły się jonizować, gdy wodór zaczął się jonizować, umożliwiając pierwszemu światłu przeświecenie przez Wszechświat.

Oto wstępny zapowiedź tego, jak będzie wyglądać, gdy Droga Mleczna i galaktyki Andromedy zderzą się

Kiedy zderzają się duże galaktyki spiralne, nie kończą jako jedna naprawdę duża spirala. Zamiast tego tworzą ogromną galaktykę eliptyczną. Taki los czeka Galaktykę Andromedy i naszą Drogę Mleczną. Za kilka miliardów lat spoją się w galaktycznym tańcu. Teleskop Gemini North na Hawajach właśnie opublikował oszałamiający obraz dwóch galaktyk takich jak nasza, które go plączą. Są to NGC 4568 i NGC 4567, a ich interakcja pozwala rzucić okiem na nasze galaktyczne sąsiedztwo w odległej przyszłości.

Dwie galaktyki, które ujrzał Gemini, są dobrze znane astronomom amatorom jako Galaktyki Motyli. Aby je zobaczyć, potrzebujesz dobrego teleskopu i długiej ekspozycji. Kiedy to zrobisz, będziesz patrzył przez około 40 milionów lat świetlnych kosmosu w kierunku konstelacji Panny. To samo zrobił Gemini North. W tym momencie kosmicznego czasu widzimy te urocze spirale, gdy są dość daleko od siebie – około 20 000 lat świetlnych od siebie. Nadal wyglądają dość „normalnie”. Jednak w miarę postępu ich interakcji ich połączone przyciąganie grawitacyjne zniekształci ich kształty.

W dzisiejszych czasach dość dobrze przyjmuje się, że galaktyki zderzają się, tworząc większe. Takie fuzje są tym, co zbudowało Drogę Mleczną i było to częścią fuzji przez całą jej historię. W rzeczywistości nasza galaktyka nadal kanibalizuje mniejsze. Ten „hierarchiczny model” powstawania galaktyk wyjaśnia ewolucję galaktyk od ich najwcześniejszego powstania.

Kiedy zderzają się duże galaktyki, takie jak NGC 4568 i 4567, rozpoczynają kosmiczny taniec, który trwa miliony lat. Efekty zaczynają się pojawiać, gdy zbliżają się do siebie i pojawiają się jako zniekształcenia na zewnętrznych „krawędziach” galaktyk. Ich siły grawitacyjne będą wysyłać fale uderzeniowe przez spirale. To powinno wywołać fale formowania się gwiazd. W miarę postępu fuzji w przestrzeni kosmicznej ciągną się długie wstęgi gwiazd i gazu. Kształty obu galaktyk będą się zmieniać, gdy będą przechodzić przez swoje spirale przez miliony lat. W końcu zbliżą się do siebie tak blisko, że połączą się i utworzą ogromną eliptyczną galaktykę pełną starzejących się gwiazd. W nowej galaktyce będzie bardzo mało formowania się gwiazd. Dzieje się tak, ponieważ cały gaz i pył jest zużywany lub wydmuchiwany.

Tak więc los czekający na NGC 4568 i 4567 jest zapowiedzią tego, co stanie się z naszą galaktyką. Za około 4,5 do 5 miliardów lat wydarzą się dwie interesujące rzeczy. Po pierwsze, nasze Słońce wyewoluuje, by stać się czerwonym olbrzymem. Ziemi może już nie być lub może to być pomarszczony żużel po rozszerzeniu się czerwonego olbrzyma, a jego atmosfera pochłonie planety wewnętrzne. Przypuszczalnie ludzie już dawno odejdą, ale miejmy nadzieję, że przeniosą się gdzieś na inną planetę.

Ze swojego nowego świata (lub światów) przyszli ludzie zobaczą Andromedę ogromną i piękną na niebie. To, czego prawdopodobnie nie zobaczą (przynajmniej od razu), to sposób, w jaki Andromeda i Droga Mleczna będą się na siebie szarpać. Ale w końcu ogromne węzły gwiazd utworzone przez siły połączenia rozświetlą niebo. Do obejrzenia mogą być dziesiątki nowych gromad i konstelacji. W miarę zderzenia galaktyk nastąpi wymieszanie się dwóch populacji gwiezdnych. Nie jest zbyt prawdopodobne, że poszczególne gwiazdy zderzają się ze sobą. Istnieją jednak prognozy, że niektóre gwiazdy i ich planety mogą zostać wyrzucone ze sceny. Droga Mleczna i Andromeda miną się kilka razy, zanim nastąpi ostateczna fuzja. Na końcu pojawi się nowa galaktyka. Astronomowie nazwali ją „Milkdromeda”. Prawdopodobnie będzie zawierać znacznie masywniejszą centralną supermasywną czarną dziurę, tratwę nowych gwiazd i eliptyczny kształt. Znikną znajome spiralne kształty.

Istnieją pewne prognozy, że Milkdromeda sama połączy się z innymi galaktykami naszej Grupy Lokalnej w ciągu 150 miliardów lat, tworząc masywną supergalaktykę. Byłoby niesamowitą rzeczą zobaczyć, czy ktoś jest w pobliżu, żeby to popatrzeć.

Na razie jednak możemy zobaczyć preludium do Milkdromedy rozgrywające się 60 milionów lat świetlnych od nas, dzięki zdjęciu Gemini North NGC 4568 i 4567. Zostało ono wykonane w 2020 roku i zawiera dane spektrograficzne z Gemini Multi-Object Spectrograph.

ESO VLT skupił się na Messier 61

Używając instrumentu Multi-Unit Spectroscopic Explorer (MUSE) na należącym do ESO Bardzo Dużym Teleskopie (VLT) w Chile, astronomowie wykonali oszałamiający obraz galaktyki spiralnej z poprzeczką Messier 61.

Messier 61 znajduje się w odległości około 52,5 miliona lat świetlnych w gwiazdozbiorze Panny. Galaktyka ma jasność widoczną 10,2 magnitudo, jest najłatwiej dostrzeżona w maju i może być obserwowana za pomocą małego teleskopu. Messier 61 jest mniej więcej wielkości naszej Galaktyki Mlecznej Drogi, o średnicy około 100 000 lat świetlnych.

Znana również jako M61, NGC 4303, LEDA 40001 i IRAS 12194+0444, została odkryta 5 maja 1779 roku przez włoskiego astronoma Barnaba Oriani. Francuski astronom Charles Messier zauważył ją tej samej nocy co Oriani, ale pomylił galaktykę z przelatującą kometą.

Messier 61 jest jednym z największych galaktycznych członków Gromady w Pannie.tłumaczą astronomowie ESO.

Będąc tak zwaną galaktyką z rozbłyskiem gwiazd, rodzi się niezwykle duża liczba gwiazd i jest wykorzystywana przez astronomów jako laboratorium do lepszego zrozumienia fascynujących zjawisk powstawania gwiazd. Gwiazdy powstają, gdy zapadają się chmury gazu. Energetyczne promieniowanie z nowo narodzonych gwiazd ogrzeje i zjonizuje otaczający pozostały gaz. Zjonizowany gaz będzie świecił, działając jak latarnia morska trwającego procesu formowania się gwiazd.

Na tym oszałamiającym i przypominającym klejnot obrazie Messiera 61 ten świecący gaz można zobaczyć jako wir złota: bezpośrednie ślady rodzących się gwiazd. Złota poświata jest wynikiem połączenia obserwacji wykonanych przy różnych długościach fal światła za pomocą instrumentu MUSE na Bardzo Dużym Teleskopie ESO. Tutaj chmury gazu zjonizowanego tlenu, wodoru i siarki są pokazane odpowiednio na niebiesko, zielono i czerwono.